wtorek, 5 marca 2013

Z miłości do książek

Pierwszą wizytę w czyimś domu zaczynają od przejrzenia księgozbioru. Jeśli nie mają przed oczami książki czy gazety, kompulsywnie czytają szyldy albo napisy na etykietkach. Lubią się grzebać nie tylko w dziełach znanych i popularnych, ale i w tomikach grafomanów, w prospektach reklamowych sprzed stu lat i w innych szpargałach. Książki - ich pisanie, czytanie, pożyczania, zbieranie, opowiadanie o nich, cytowanie ich, składowanie i tym podobne - stanowią istotną cześć ich życia. 



Czytając te słowa na odwrocie najnowszej książki Jacka Dehnela Młodszy księgowy, pomyślałam - przecież to o mnie! Mam tę przypadłość już od wielu lat. Wchodząc do kogoś, zawsze pobieżnie rzucam wzrokiem na księgozbiór (pod warunkiem,że takowy się w ogóle znajduje, co nie jest już teraz takie oczywiste). Jeśli jest to ktoś bardziej zaprzyjaźniony, pozwalam sobie na bliższe i dokładniejsze obejrzenie zgromadzonych książek. Podróżując codziennie pociągiem, w sumie około 50 minut zawsze ten czas przeznaczam na czytanie. Jeśli zdarzy się, że nie mam książki pod ręką, to czytam wtedy swoje notatki w kalendarzu, bilet, podglądam co czyta sąsiad, lub w skrajnej wersji jak czytającego sąsiada brak - wszelakie ogłoszenia, jakie mam w zasięgu wzroku. Czytam w kolejce do lekarza, w tramwaju, w przerwie między zajęciami itd. Mam takie poczucie, że jeśli nie czytam, to marnuję czas. Chodzi mi oczywiście o sytuację, kiedy nie muszę robić czegoś innego. Ostatnio lubię nawet czytać książki o książkach:-) 

Dlatego książka Jacka Dehnela - Młodszy księgowy zaintrygowała mnie od pierwszych słów. To zbiór krótkich felietonów przydzielonych do następujących ksiąg: Księga pisania, Księga podopiecznych kopniętej muzy, Księga szpargałów, Księga Starych mistrzów, Księga Języków, Księga czytania, Księga dzieci i młodzieży, Księga rzeczy. Nie będę oczywiście zagłębiać się w treść tych felietonów, bo nie ma to najmniejszego sensu, ale jednym zdaniem można określić, że jest to książka o książkach, po prostu.

 Autor to niezaprzeczalnie bibliofil, choć może trafniejszym określeniem byłoby kolekcjoner książek - prawdziwych perełek, wygrzebanych w antykwariatach, czy na aukcjach internetowych. Dzieli się z nami tymi odkryciami i obojętne czy jest to Historia Rózgi czy Racjonale życie płciowe. To drugie wywołało we mnie spore pokłady śmiechu, bowiem książka dotyczy życia płciowego zwierząt, a Dehnel niezwykle umiejętne porównał je z najwybitniejszymi dziełami literatury.

Zresztą uśmiech pojawiał się wielokrotnie podczas czytania Młodszego księgowego. Autor komentuje ze znaną sobie ironią i ciętym humorem wiele kwestii, nie tylko literackich. Zmysł obserwacji ma znakomity i to właśnie stanowi impuls do kolejnych felietonów. Niektóre zapadły mi bardziej w pamięć, inne mniej.
W zeszłą niedzielę gościłam u siebie znajomą, która właśnie wróciła z Jerozolimy. Była razem z koleżanką, która życzyła sobie zdjęcie pod każdą stacją i oczywiście pod Ścianą Płaczu... Parę godzin później czytałam Drugi felieton jerozolimski. Stary poeta i kamień, w którym w niezwykle dowcipny sposób Dehnel wspomina swój wyjazd na Jerozolimskie Targi Książki i opisuje takich właśnie turystów, dla których wymiar religijny jest chyba najmniej ważny...

Tematów  autorowi nie brakuje. Pomaga mu w tym niezwykły zmysł obserwacji. Spotkania z czytelnikami, podróże bliższe i dalsze, przeczytane lektury to wszystko staje się przyczynkiem do głębszych refleksji. Pisze ponadto o regałach bibliofila, o książkach czytanych w trakcie choroby, o literaturze dotyczącej II wojny światowej, o przeprowadzkach (każdy posiadacz ogromnego księgozbioru wie, co oznacza przeprowadzka...). Ponieważ jak sam przyznaje, uwielbia Internet to i on staje się tematem felietonów, przecież tutaj publikuje każdy:-) Wszystko to jednak prowadzi do jednej konkluzji, Jacek Dehnel kocha książki i tym zaraża.

Czytając Młodszego Księgowego pomyślałam sobie, że chciałabym zobaczyć bibliotekę pisarza na żywo. To takie moje małe "zboczenie":-) 


19 komentarzy:

  1. Mam podobnie:), zawsze szukam książek u kogoś, jak nie znajduję to trochę smutnieję, nie wiem co myśleć... zdecydowanie bardziej lubię regały wypełnione księgozbiorem, patrzę szukam znajomych tytułów, nie proszę o pożyczanie bo.... sama nie lubię pożyczać, kilkadziesiąt tytułów kupowałam po 2-3 razy... więc mam uraz teraz jeśli pożyczam to komuś bardzo bliskiemu i sobie to skrzętnie zapisuję, cóż przywiązuję się do książek, ale ostatnio większość tych które czytam to historyczne - dot. dziejów Polski tych zamilczanych, lub dla kontrastu i relaksu - książki z dzieciństwa i wczesnej młodości :))- obecnie - Czarskiej - "Wspomnienia pensjonarki" , a ta którą opisujesz intrygująca, poszukam w księgarni przejrzę ;)), no i męczę od miesiąca bo czasu brak "Czas Aniołów" Iris Murdoch.
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, dziękuję za wizytę:-) Teraz niestety często książki nie pasują wizualnie do reszty mieszkania...a według mnie to one dodają ciepła i wiele mówią o właścicielach...W wielu domach moich znajomych nie ma książek...i nie są to pojedyncze przypadki. Na szczęście są też pełne woluminów...
      U mnie na półce czeka "Szósta klepka" Musierowicz:-)
      pozdrawiam ciepło!!

      Usuń
    2. mam wszystkie jej książki, to ulubiona lektura moich córek od wielu lat, a "Szósta klepka" to moja pierwsza książka Musierowicz jaką miałam i przeczytałam, gdzieś nawet leży w kilku kawałkach schowana, nie wytrzymała próby czasu i rąk moich dzieci ;)) ale ona jest z czasów gdy książki robiono byle jak, na ten przykład "Wspomnienia pensjonarki" są z 1927 roku i nic nie wskazuje na to, żeby miała się rozpaść czy kartki pogubić :) ot solidna przedwojenna robota!

      Usuń
    3. Ja nigdy nie przepadałam na książkami Musierowicz, wolałam Anię z Zielonego Wzgórza. Teraz muszę przeczytać w celach zawodowych i jestem bardzo ciekawa jak odbiorę dziś te książki.
      Też mam mocno zniszczony egzemplarz.
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  2. uwielbiam czytać książki i tak jak ty się z nimi nie rozstaję czytam tam gdzie się da i jak mam chwilę ;)))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy moment jest dobry na lekturę:-) Ja mam tak,że jak nie czytam a mogłabym to mam wyrzut sumienia:-)
      pozdrawiam!

      Usuń
  3. O widzisz! Ja też czytając te słowa z obwoluty myślałam, że to o mnie :)))
    Podczytuję tę książkę w wolnych chwilach i zaznaczam ulubione fragmenty i zachwycam się. No, ale to mój ulubiony pisarz jest, więc mogę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie książka, gdzie trzeba zaznaczać ulubione fragmenty. Mam ich wiele:-)
      Dehnel jest bardzo intrygujący...
      pozdrawiam!

      Usuń
  4. Uśmiechałam się czytając Twoje zapiski, bowiem powiedziałabym, że wiele nas łączy. Nas i pana Dehnela. Ja też zawsze siedzę u kogoś w książkach jeżeli takowe są. Zerkam na półki. Zawsze przypomina mi się w takich chwilach zajęcia fakultatywne z historii w domu u mojego profesora z liceum. Chodziła nas z całej klasy jedynie czwórka, toteż zajęcia były nie po lekcjach w szkole, ale w piątkowy wieczór w domu u profesora. Pierwszy raz jak weszłam do pokoju to nic tylko gapiłam się na ściany - wszędzie półki i książki, książki, książki. Obiecałam sobie, że kiedyś też tak będę miała. Powoli realizuję:)
    Książka dopiero przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiały być niezwykłe lekcje!Zazdroszczę!Też zawsze chciałam mieć taki pokój i pełno książek...i podobnie jak Ty realizuję, bo dom bez książek to nie dom...

      Ja miałam tak u kuzyna mojego Męża - kiedy pierwszy raz weszłam do jego mieszkania - oniemiałam...i cały czas spędziłam w regałach:-)
      Podobnie u mojego wujka, ogromna biblioteka...ale wszystko po francusku...mimo to wrażenie olbrzymie!
      pozdrawiam ciepło!

      Usuń
    2. Zazdroszczę, ja w rodzinie bliższej i dalszej jestem ewenementem i dziwadłem, co nie ma pieniędzy na co wydawać:) A szkoda.

      Usuń
    3. Tak, to niestety bardzo często słyszane zdanie, ale już się tym nie przejmuję:-)
      pozdrawiam!

      Usuń
  5. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa teksty dotyczące samozwańczych geniuszy literackich – rodziny Grzeszczyków oraz pana Sobieraja, zwanego lordem Byronem naszych czasów. Świetna książka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina Grzeszczyków jest niesamowita, to prawda:-)
      Pozdrawiam i dziękuję za wizytę!

      Usuń
  6. Mi najbardziej do gustu przypadły dwa teksty dotyczące samozwańczych geniuszy literackich – rodziny Grzeszczyków oraz pana Sobieraja, zwanego lordem Byronem naszych czasów. Świetna książka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również uwielbiam oglądać książki gdziekolwiek jestem.
    Książki uwielbiałam od zawsze. I dawno, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką, a później nastolatką większą część wakacji spędzałam właśnie w bibliotece,wśród książek. Siostra mojej mamy prowadziła wiejską bibliotekę - tak, tak kiedyś nawet na wsi były biblioteki. Przesiadywałam tam godzinami, okładałam książki, ustawiałam je na półkach, czasem nawet wydawałam książki (pod nieobecność cioci).

    Myślę, że to właśnie tamte cudowne chwile zasiały we mnie marzenie o własnej bibliotece - zupełnie oddzielnym pomieszczeniu z mnóstwem półek i biurkiem. Ale cóż w bloku to raczej niemożliwe. Tak więc w salonie kącik biblioteczny. Stoją tam trzy duże regały z książkami i jedna mniejsza szafka. Poza tym w przedpokoju stoi również jeden książkowy regał. Niestety część książek "zimuje" w kartonach - zabrakło dla nich miejsca. Obok regałów z książkami postawiłam wygodny fotel, stoliczek i lampę. I aby nikt nie miał wątpliwości na regale zamocowałam piękny napis "Library".

    Na książki wydaję naprawdę sporo pieniędzy i uważam, że to najlepiej wydane pieniądze. Nie kupowanie fatałaszków, a właśnie myszkowanie między regałami w księgarni mnie uszczęśliwia. Zdarza się też, że i ostatnie pieniądze wydam na książkę, na szczęście mój mąż już się z tym pogodził.

    Nawiązując do czytania o czytaniu i pana Dehnela wszystkim miłośnikom literatury polecam książkę, a raczej książeczkę Umberto Eco "O bibliotece" - to podróż w głąb biblioteki idealnej.
    Pozdrawiam gorąco.
    DDorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorota!Mogłabym podpisać się pod wszystkim co napisałaś:-)
      Marzenie o własnej, bogatej bibliotece jest we mnie cały czas i mam nadzieję, że kiedyś się spełni.
      Ja na szczęście mam jeszcze trochę miejsca, ale już zastanawiam się co będzie jak go braknie?
      Podobnie jak Ty, uważam że pieniądze wydane na książki to po prostu dobra inwestycja, mój mąż na szczęście się nie sprzeciwia za bardzo:-)
      Dziękuję za komentarz i wizytę!
      pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Cześć! Było mi bardzo miło pogawędzić chwilę z Tobą po konferencji i z radością dodaję bloga do zakładek, będę zaglądać regularnie :) Pozdrawiam, Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia!Dziękuję za wizytę!Cieszę się, że mogłyśmy się spotkać:-)
      Wszystkiego dobrego!

      Usuń