czwartek, 10 stycznia 2013

Literackie Lille

        Głównym punktem mojej zeszłorocznej wycieczki na północ Francji było Lille. To niezwykłe miasto zaskoczyło mnie swoim monumentalnym wyglądem i atmosferą, zupełnie inną od tej paryskiej. Chyba we krwi mam szukanie wszelkich książkowych śladów i tym razem było podobnie. Choć czasu było malutko, to Lille ma to do siebie, że mimo pokaźnych rozmiarów wszystko co najważniejsze  znajduje się blisko siebie.  Główny plac miasta General de Gaulle (polityk urodził się w Lille) to  raj dla  każdego miłośnika książek. 
         W sześciopiętrowej kamienicy mieści się podobno jedna z największych we Francji, a nawet słyszałam że i w Europie księgarnia Furet de Nord. Kilka pięter wypełnionych po brzegi literaturą robi wrażenie. Znajduje się również kącik polski, co nie dziwi, bo Polacy od dawna związani są z tym miastem. Polska posiada w Lille konsulat generalny, szkołę, stowarzyszenia polonijne, a do niedawna także własną księgarnię. Prowadzone są także kursy języka polskiego (prowadzi je moja ciocia i miałam przyjemność uczestniczyć w kilku lekcjach, co jest niezwykłym doświadczeniem:-) 
          Ale wracając do samej księgarni,  tu zapewne każdy znajdzie coś dla siebie. Ogromny wybór klasyki literatury po dosłownie 1-5 euro, albumy, nowości, itd. Poza tym w samej księgarni znajdziemy też pomoce biurowe, multimedia, naprawdę ekskluzywne pióra i długopisy.Niestety nie mam zdjęć ze środka, bo zajęta byłam szukaniem jednaj książki, a czas gonił. Myślę, że Furet de Nord przypomina nasz Empik, który przy francuskiej księgarni wydaje się bardzo malutki...Nie jestem miłośniczką takich miejsc, zdecydowanie wolę to które znajduje się obok, czyli....

 


    ....pchli targ. Ancienne bourse - cotygodniowy kiermasz książek u buknistów. To prawdziwy raj, za parę euro można kupić książki, stare ryciny i mapy, pocztówki, plakaty. Można też pograć w szachy:-) A wszystko to w niezwykle miłym dla oka otoczeniu:-)
 
 
                                                                                                                                                                  


I jeszcze rzut oka na kolejny zakątek placu.

Zatęskniłam za Francją....

24 komentarze:

  1. Przepiękne miejsce Olu... lubię tutaj zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj pięknie, pięknie...aż mnie dziś ściska z tęsknoty:-) pozdrawiam!

      Usuń
  2. Olu, pięknie opisałaś Lille....
    Sama chętnie wzielabym udział w lekcjach prowadzonych przez Twoja ciocię :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ciężko się słuchało Francuzów próbujących mówić po polsku...:-))) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Normalnie jadę z Tobą :)))) do super Cioci :))) Halinko pozdrawiam baaardzo ciepło !!! i do pięknej Francji nawet jutro !!! Ściskam Oluś i czekam na Twój znak życia :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co pakujemy się i jedziemy:-)?Bo mnie już nosi jak nie wiem:-)))
      buziaki!

      Usuń
  4. Moja Droga, ja już się powtarzam, ale muszę to powiedzieć po raz kolejny! - nie mogę się nasycić Twoim lekkim piórem! O czym byś nie pisała, robisz to w sposób tak umiejętny i interesujący, że nie można się oderwać od czytanych słów. Nie ważne, czy tylko zachwycasz się nowym przepisem kulinarnym, czy też dokonujesz recenzji książki. Ola, będę Ci wiercić dziurę w brzuchu, abyś oprócz doktoratu, napisała coś od siebie. Nie można marnować takiego talentu literackiego. Pozdrawiam Cię ciepło, Ewa F.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale fajny post! Na wszystkich wyjazdach zagranicznych zawsze stałym punktem są księgarnie. Uwielbiamy w nich buszować. Tracimy tam w ogóle poczucie czasu. Fajnie też poobserwować tamtejszych ludzi, zerknąć na to, co czytają. Najbardziej podobała mi się księgarnia w Londynie i także w Londynie znalazłam urocza małą księgarnię z włoskimi książkami, przywiozłam wszystko, czego potrzebowałam do pracy magisterskiej.

    We Włoszech za to przepadam wśród regałów w poszukiwaniu nowości do nauczania włoskiego. Z takich zakupów wracam na skrzydłach, a uczniowie mogą potem cieszyć się ciekawymi lekcjami.

    Jednak prawdziwą radość z odwiedzenia księgarni poczułam... w Krakowie. Nigdy nie zapomnę tego klimatu i wierszy Leśmiana czytanych wśród zalewających mnie książek:-)

    Twoje Lille brzmi uroczo:-)
    Pozdrawiam ciepło Olu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, czyli zwiedzasz jak ja:-) Londyńskie księgarnie są słynne, bardzo chciałabym tam pojechać i na własne oczy je zobaczyć...
      Właśnie zdałam sobie sprawę, że w Rzymie nie odwiedziłam żadnej księgarni, ale to był szczególny wyjazd, opowiem Ci w majówkę:-)
      A już niedługo kolejny post z mojej podróży...dosyć dziwne miasto...
      buziaki wielkie!!

      Usuń
  6. Mam troche uzupelnien jesli chodzi o Furet du Nord(no i jak zwykle przepraszam za brak polskich znakow). A wiec ten budynek byl na poczatku sklepem sprzedajacym skory. A poniewaz kroliki lapano tradycyjnie w owych czasach (1936) za pomaca lasic, no to nazwano sklep "Furet du Nord" czyli "Polnocna Lasica". Pewien nauczyciel kupil ten sklep zeby zrobic ksiegarnie ale nazwe zachowal. I tak powstala jedna z najwiekszych ksiegarni w Europie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Borys, bardzo przydatne informację:-)
      buziaki!

      Usuń
  7. Ach, Lille, znajome miejsca... uwielbiam to miasto i mam nadzieje, ze uda mi sie wkrotce tam zajrzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że masz tak blisko:-)
      pozdrawiam!

      Usuń
  8. Olu,
    ja zawsze z utęsknieniem wyczekuję Twoich kolejnych postów. Lubię zaglądać i do Literackiego Zakątka, i do Twojego:))) Miejsca na Ziemi. Uwielbiam klimat, jaki panuje na Twoich blogach. Każdy wpis jest przemyślany, informacje i spostrzeżenia uporządkowane, a dodatkowo wszystko zilustrowane wspaniałymi zdjęciami. I zawsze masz do powiedzenia coś ciekawego. Odwiedzanie Ciebie tutaj daje mi wiele radości. Zresztą, jak wiesz, nie tylko tutaj... Nasze zbyt krótkie rozmowy na żywo o literaturze, kulinariach i babskie ploteczki są z Tobą równie przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie wiem co napisać!
    Dziękuję za tak miłe słowa! i wiesz, że zawsze Cię zapraszam, a rozmowy za żywo - sama radość:-)
    buziaki wielkie!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale zbieg okoliczności. Miałam okazję mieszkać w Lille przez pół roku, a przed tygodniem właśnie stamtąd wróciłam. Furet du Nord to jedna z moich ulubionych księgarni, gdzie kupiłam mnóstwo francuskojęzycznych książek, oczywiście po okazyjnych cenach. To wspaniałe miejsce, bardzo klimatyczne i przyjazne, mimo swoich rozmiarów. Przedstawiłaś na swoich fotografiach znane mi miejsca i sprawiłaś, że na chwilę powróciłam do magicznego Lille.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że mogłaś tam mieszkać!To niezwykłe miasto!
      Ja mogę jechać tam tylko w odwiedziny...:-)
      pozdrawiam!

      Usuń
  11. Lille i okolice to miejsce naszej starej, przedwojennej emigracji, więc i duch polski jeszcze się tu tli.
    Interesujące zdjęcia i post:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!nadal jest tam wiele Polaków.
      pozdrawiam!

      Usuń
  12. Czyli wprowadzasz też tematy około książkowe ;), dobry pomysł, uwielbiam antykwariaty i biblioteki, ale niesamowite wrażenie wywarła na mnie najpiękniejsza księgarnia, choć widziałam ją tylko na zdjęciach, ta sama która ponoć zainspirowała autorkę Pottera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wprowadzam:-) Z założenia ten blog miał być również o około książkowych tematach:-)
      Uwielbiam księgarnie z klimatem:-)Szkoda, że u nas rządzą sieciówki:-(
      pozdrawiam!

      Usuń
  13. Witaj:) Lille uwielbiam, piękne miasto, spacery jego uliczkami to dla mnie wielka radość. Co do kiermaszu książek - wspaniały klimat, można się tam snuć godzinami, oglądać książki, przyglądać się ludziom i chłonąć tę cudowną atmosferę... Pozdrawiam serdecznie:)
    Agnieszka
    www.ekspresjesagaski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, uliczkami Lille można spacerować godzinami:-) A kiermasz, masz rację - ma niezwykły klimat!
      pozdrawiam ciepło!

      Usuń